Marzenie Celta – ważna opowieść, niekoniecznie dobra książka?

Roger Casement (foto: National Library of Ireland on The Commons)

Roger Casement (foto: National Library of Ireland on The Commons)

Zło, współczesne konteksty, homoseksualizm i Conrad – podczas siódmego spotkania Mokotowskiego Dyskusyjnego Klubu Książki rozmawiałyśmy o Marzeniu Celta Maria Vargasa Llosy. Ale spotkanie rozpoczęliśmy jak zwykle od przedstawienia się (znów pojawiły się nowe osoby) oraz odpowiedzi na pytanie dotyczące czytania. Tym razem należało się wyspowiadać, gdzie i jak najbardziej lubimy czytać.

Najczęściej czytamy, leżąc – z reguły na plecach (choć są i takie, co głównie na brzuchu). Niektórzy bardzo chcieliby czytać siedząc w głębokim fotelu, a niektórym to się udaje (zwłaszcza, gdy książka dobra, na stoliku herbata, ciepłe światło i stołek pod nogi). Inne miejsce, gdzie można czytać siedząc to komunikacja zbiorowa (choć raczej nie autobusy miejskie). Wanna wzbudza kontrowersje. Nie wszystkie rozumieją czytanie w wannie, jednak zgadzamy się co do tego, że jeśli już w wannie siedzieć/leżeć, to tylko po to, aby czytać książkę. Jeśli chodzi o łazienkę, to oczywiście do czytania nadaje się również sedes (obok na specjalnej półeczce można trzymać książki) – jedyne miejsce, w którym książki czytają mężowie niektórych z nas.

Marzenie Celta, oparta na faktach powieść o Rogerze Casemencie, Irlandczyku w służbie Wielkiej Brytanii, który odkrył dla świata zbrodnie dokonywane przez Europejczyków na rdzennej ludności w Kongu i Amazonii, a następnie został skazany na śmierć i stracony za udział w irlandzkim ruchu narodowowyzwoleńczym (zobacz też opis wydawcy>), wywołała poruszenie wśród większości uczestników i uczestniczek klubu. Niektóre zachwyciły się zarówno tematyką, jak i sposobem przedstawienia. Inne skupiły się na tym, co opisuje Llosa, do samej literackiej formy zachowując jednak krytyczny dystans. Właściwie tylko Magda M., która zresztą sama zaproponowała tę książkę, otwarcie wyraziła rozczarowanie lekturą.

Marta Sa., choć nie zachwyciła się literacką stroną Marzenia Celta, powiedziała, że książka była dla niej bardzo ważna poprzez „równoległość z tym, co dzieje się teraz„. Dotyczy to eksploatacji, handlu, (post)kolonialnych interwencji, ale również (co dodała Agnieszka) kwestii nacjonalizmu czy seksturystyki.

Pisarze, zwłaszcza pisarze z Noblem, mają dzisiaj więcej narzędzi wpływu niż publicyści – dodała Marta Sa.

Magda M. przyznała, że oczekiwała po autorze bardziej pogłębionych analiz. Uznała, że o ile dość jednoznacznie przedstawia on rzeczywistych sprawców zbrodni, o tyle prześlizguje się po winie reszty świata (szczególnie Wielkiej Brytanii). Dużo lepiej zdaniem Magdy historię Rogera Casementa opisywała reportażowa książka Duch króla Leopolda. Jednak inne czytelniczki zwróciły uwagę, że hipokryzję Brytyjczyków Llosa pokazał, mocno jej jednakże nie uwypuklając.

Halina mocno buntowała się przeciwko wyłaniającemu się z książki porównywaniu tragicznej sytuacji w Kongo będącym własnością króla Belgów Lepopolda oraz Irlandii pod okupacją Brytyjczyków. Irlandia to nie jest Kongo – podkreślała Halina, sprzeciwiając się relatywizacji zła.

Kwestia zła zaprezentowanego w książce była mocno dyskutowana. Marta Sa., zastanawiając się nad „epidemią zbrodni” w opisywanych przez Llosę (Casementa) miejscach, przypomniała przywoływane przez Karen Duve badania o tym, że w pobliżu dużych zakładów mięsnych liczba przestępstw jest ponadprzeciętna – bliskość śmierci i cierpienia, na które nie zwraca się już uwagi, ma wpływ na poziom zła w nas. Krzysztof zwracał z kolei uwagę na obecne w Kongu tłumaczenia oficerów Force Publique, którzy – podobnie jak naziści po II wojnie światowej – tłumaczyli, że tylko wykonywali rozkazy. Marta S. dodała, że książka była dla niej bardzo gorzka, bo kazała się mocno zastanowić, czy obecnie potrzebujemy nowego Casementa, wziąwszy pod uwagę, że opisywane procesy są wciąż obecne w wielu miejscach na świecie, nie wywołując już chyba aż takiego oburzenia, jak wywołały, gdy dowiedzieli się o nich współcześni Casementowi.

Emocje wywołał wspomniany w książce Joseph Conrad. Niektóre osoby osobiście za złe miały Conradowi (choć jednocześnie go rozumiały), że nie podpisał listu o ułaskawienie Casementa. Iza zwróciła też uwagę, że rozmowa z Conradem to ważny moment, w którym dyskutowana jest właśnie kwestia zła: Conrad uważa, że to Kongo czyni Europejczyków złymi, Casement wie już wtedy, że to Europejczycy zło do Konga przywożą.

Istotna była również kwestia homoseksualizmu głównego bohatera i sposobu, w jaki był on przedstawiony oraz – w pewnym sensie wytłumaczony przez autora w posłowiu. Marta S. zastanawiała się, czemu Llosa tak mocno podkreśla, że jego zdaniem Casement nie przeżywał naprawdę swoich miłosnych spotkań, że były to jedynie wytwory jego fantazji. Krzysztof powiedział, że jego zdaniem Casament niemogący zrealizować swoich pragnień (a jedynie o nich fantazjujący) to sposób na ukazanie kolejnego poziomu opresji, której jest poddawany bohater. Marta S. podkreślała jednak, że Llosa swoimi wytłumaczeniami zdejmuje z Casementa zarzut – jak byśmy to dziś nazwali – seksturystyki, czyni go w naszych oczach „lepszym” i na taką operację się nie zgadza.

Rozmawialiśmy również, czym formalnie jest książka Llosy. Magda wskazała, że nie jest to reportaż, ale z drugiej strony – Marzenie Celta poprzez swoje trzymanie się faktów traci zalety powieści.

Wreszcie na prośbę Marty Sa. próbowaliśmy stworzyć listę kontekstów do powieści Llosy, książek, które mówią o podobnych tematach lub je w różny sposób rozszerzają (również na współczesność). Lista kontekstów (uzupełniana) >

Do tego wszystkiego, wcale chyba nie wyłącznie prześmiewczą puentę, zaproponowała Marta S., która ze zdziwieniem skonstatowała, że wszyscy w książce Llosy pili whisky małymi łyczkami. Jej zdaniem nie ma szans, by przy tym, co działo się w Kongo i Peru poprzestać na małych łyczkach.

Zobacz też listę książek rekomendowanych (i nie) na zakończenie spotkania przez uczestniczki i uczestników >

—-

Nie wiem, czy w tej sytuacji można przejść na spokojnie do realizacji prośby Haliny, która chciała, by aneksem do mojej notatki była informacja o tym, jak zostało zrobione ciasto witariańskie, które jedliśmy podczas spotkania. Spróbuję jednak:
szklanka suchych orzechów nerkowca
garść suszonych moreli, garść daktyli, garść rodzynek
dwie łyżki mleka kokosowego w proszku (podejrzewam, że można je zastąpić mlekiem zwykłym w proszku lub pominąć)
trzy łyżki pestek słonecznika
dwie łyżki kakao
łyżkę-dwie cukru lub syropu z agawy lub innego

Orzechy namoczyć na noc, później odlać wodę, zmielić blenderem drobno z cukrem/syropem i uformować placek. Wsadzić do lodówki.
Bakalie zalać pół szklanki ciepłej wody, poczekać kilka minut, zmielić blenderem na gładko, dodać kakao i mleko w proszku, dokładnie wymieszać.
Po godzinie wyjąć placek z lodówki, położyć na niego masę z bakalii i kakao, włożyć do lodówki z powrotem i wyjąć przed podaniem.

Dobrze by było, by orzechy, bakalie, kakao i cukier pochodziły ze sprawiedliwego handlu.

Relację z listopadowego spotkania napisał Krzysztof.

Jedna uwaga do wpisu “Marzenie Celta – ważna opowieść, niekoniecznie dobra książka?

  1. Pingback: Marzenie Celta – konteksty | zakłaDKKa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s